Zgodnie ze starym, sprawdzonym i znienawidzonym przysłowiem “święta, święta i po świętach” - pierwsze wspólne Boże Narodzenie szybko nam minęło i nadszedł ostatni dzień roku.
Zgodnie z zeszłorocznymi zapowiedziami:
Nie było źle, spotkaliśmy masę ludzi, no i godzinę 00.00 przywitaliśmy w naprawdę doborowym towarzystwie, tyle tylko że oboje, jak co roku, stwierdziliśmy, że przyszłego sylwestra spędzimy “gdzieś w lokalu” - CLICK
- nowy 2009 rok przywitaliśmy… siedząc w mieszkaniu.
Nie wiem dlaczego mamy takie problemy z wyborem jakiejś rozsądnej imprezy sylwestrowej (trzeba trochę wcześniej się za to zabierać!) i co roku musimy coś improwizować. W tym roku Basia nauczona doświadczeniami z roku ubiegłego, nie zgodziła się na wycieczkę objazdową po Krakowie (wariant Szymon za kierownicą nie był brany pod uwagę) i zarzekała się, że w tym roku musi się “napić”. No więc skoro nie było transportu, ani też najmniejszej możliwości znalezienia noclegu gdzieś w centrum oraz jako iż był to nasz pierwszy Sylwester jako Państwo Porwolik, wygrał wariant alkohol + kanapa. Było całkiem przyjemnie, szkoda tylko, że jeśli chodzi o alkohol to mimo wszystko gramy w innych “ligach” i impreza skończyła się tym, że połowa jej uczestników umarła z przedawkowania …
No więc zgodnie z noworoczą tradycją - dzisiaj zarzekliśmy się znowu, że kolejnego Sylwestra to już na pewno będziemy obchodzić na jakimś hucznym balu, na który zapiszemy się w czerwcu …









